14 paź 2015

Inaczej


Inaczej

Poniedziałek – wtorek

12-13 październik 2015


Poniedziałek zaczął się tradycyjnie. Rano o szóstej poszedłem do piekarni i sklepu spożywczego. Przygotowałem śniadanie dla wszystkich w domu i drugie śniadanie do szkoły i pracy. Zawiozłem syna do szkoły, trochę pokasłuje i dlatego nie ćwiczył na lekcji Wychowania Fizycznego. Następnie zrobiłem niewielkie zakupy w markecie – soki owocowe, jogurty, mleko. Zarejestrowałem także syna do lekarza na wtorek. O czternastej córka wróciła ze szkoły, ugotowałem dla niej polędwiczki i ryż. Zjadła sprawnie, po południu miała trening sportowy, więc potrzebuje energetycznego posiłku. Na trening pojechała sama, ja pojechałem po syna do szkoły na piętnastą.

On także zjadł ryż ze śmietaną przed swoim popołudniowym treningiem sportowy. Zawiozłem go na niego o szesnastej, czekałem w sali sportowej aż skończy. Po powrocie do domu miał godzinę wolną na odpoczynek, następnie pomogłem mu odrobić zadania domowe – z przyrody i muzyki. Matematykę odrabia samodzielnie. O osiemnastej trzydzieści pojechałem po córkę na trening, żona w tym czasie przygotowała kolację. Po kolacji córka uczyła się na wtorek z Języka Angielskiego i Wiedzy o Społeczeństwie. Pomogłem przygotować się dzieciom do szkoły na następny dzień. Posprzątałem po kolacji jadalnię i kuchnię i wieczór miałem trochę oddechu.

Wtorek zacząłem tradycyjnie od zakupów w piekarni, przygotowałem śniadanie w domu i drugie śniadanie do szkoły i pracy. Córka na ósmą poszła do szkoły, ja z synem pojechałem do lekarza. Okazało się, że nie jest jeszcze w pełni zdrowy – ma wirusowe zapalenie gardła. Lekarz zalecił zostawić go w domu na cztery dni, przypisał lekarstwa i kazał przyjść na kontrolę w piątek, gdyby syn jeszcze kaszlał. Po wizycie w przychodni przywiozłem syna do domu, dałem lekarstwa zalecone przez pediatrę i drugie śniadanie. Potem pojechałem na większe zakupy do marketów, trzeba zmienić trochę dietę, ponieważ syn jest w domu chory i nie ma na wszystko apetytu. Kupiłem jego ulubione serki i jogurty, wędlinę i kurczaka oraz soki owocowe. Syn został w domu, córka była w szkole, więc mogłem spokojnie zrobić zakupy w dwóch marketach – w każdym jest inaczej. W każdym kupuję różne produkty, które dzieci lubią, jest trochę z tym biegania, ale warto – chory dzieciak ma inne potrzeby żywieniowe i nie wszystko zjada.

Dużą zaletą pracy Koguta domowego jest jego dyspozycyjność. W każdej chwili i potrzebie dziecko może zostać w domu, a ja mogę zająć się jego leczeniem lub opieką. Nie trzeba na siłę chorego dzieciaka posyłać do przedszkola lub szkoły, bo nie ma opieki w domu. Opieka jest zawsze i to jest ogromną zaletą tej pracy.

Po południu córka wróciła ze szkoły, upiekłem kurczaka w piekarniku. Dzieci go bardzo lubią i chętnie go zjadły. Zadań domowych córka nie miała, ponieważ środa jest dniem wolnym od nauki i nauczyciele nie zadali nic na ten dzień. Świetne rozwiązanie – dzień wolny to dzień wolny.

Na kolację przygotowałem kanapki z wędliną, surówkę z kapusty, jogurty owocowe, kurczaka na ciepło oraz ser żółty i oliwki. Po kolacji posprzątałem jadalnię i kuchnię, dałem synowi lekarstwo – bardzo ważne, aby pilnować podawania lekarstw zaleconych przez lekarza. Na środę nie musiałem pomagać dzieciom przygotowywać się do szkoły – mają wolny dzień, a poza tym syn zostaje w domu, aby wyzdrowieć.

Wtorkowe obwiązki był trochę inne niż zwykle ze względu na chorobę syna. Ale w pracy Koguta domowego istotna jest także elastyczność i umiejętność zmiany rozkładu dnia, jest to także wynik kilkuletniego doświadczenia w tej pracy.

Wieczór miałem luźniejszy.

Miłej środy

Kogdom